30 sierpnia 2015

Wywiad z Aleksandrą



Przed Wami kolejny wywiad specjalny z adminką fp Wyznania Azjatoholiczki :') 

Kaori: Jak tam samopoczucie, Ola? :) Denerwujesz się? Może wolisz, abym zwracała się do Ciebie pełnym imieniem?

Aleksandra: A dziękuję, całkiem dobrze. :) W internetowym świecie - na "Wyznaniach.." oraz na >Instagramie<- funkcjonuję raczej pod swoim pełnym imieniem i w zasadzie wolę je bardziej, ale możesz się zwracać do mnie, jak Ci wygodniej. :D

K.: Nie ma sprawy, ja się dostosuję, bylebyś tylko dobrze się czuła podczas wywiadu. :) Jak długo interesujesz się Koreą Południową? Co zapoczątkowało u Ciebie tę fascynację?

A.: W takim razie wolę Aleksandrę. :D Jeśli chodzi o zainteresowanie Koreą, to zaczęło się u mnie nieco inaczej niż w przypadku większości fanów Azji. Mój chłopak jest Koreańczykiem. Przyznaję bez bicia, zanim go poznałam, wiedziałam o Korei naprawdę niewiele - ot tyle, ile uczą na geografii i historii w szkole. Dopiero dzięki niemu zaczęłam interesować się tym krajem, uzupełniać braki w wiedzy, czytać książki, przeszukiwać Internet. Początkowo bardziej z chęci poznania i zrozumienia zachowań i kultury mojego chłopaka, a z czasem już z własnej ciekawości. Samą Azją trochę interesowałam się już wcześniej - głównie Mongolią i Kazachstanem. Swego czasu studiowałam turkologię, gdzie dowiedziałam się wiele o nomadach tam żyjących, co niesamowicie mnie fascynuje. Do dziś moim wielkim marzeniem jest przejechać całą Mongolię na grzbiecie konia.

K.: Piękne marzenie :)) A wracając do Twojego chłopaka... Jak to się stało, że się poznaliście? Zazwyczaj słyszałam, że dziewczyny, interesujące się Azją od jakiegoś czasu, poznają swoją miłość właśnie tam, a nie odwrotnie.

A.: Poznaliśmy się w Turcji, gdzie oboje studiowaliśmy w ramach programu wymiany studenckiej. :) 

K.: Rozumiem. :) Czy takie związki mają wiele przeszkód do pokonania? Jak na tą informacje reagują rodzice, przyjaciele?

A.: Pierwszą i największą przeszkodą jest odległość. Niestety, studia za granicą nie trwają wiecznie i każde z nas musiało wrócić do swojego kraju. Korea oddalona jest od Polski o jakieś 8 tysięcy kilometrów, odpadają więc spotkania co weekend czy nawet co miesiąc. Z tego, co wyliczyłam, to spotykaliśmy się średnio co pół roku. Reszta to były rozmowy na Skype lub przez messengery. Do tego dochodzi jeszcze różnica czasu - siedem godzin latem, osiem zimą (Koreańczycy nie przestawiają zegarków). Kiedy ja kładłam się spać, on wstawał i niemal na odrót. Mieliśmy więc tylko kilka godzin w ciągu dnia na jakikolwiek kontakt.
Jeśli chodzi o reakcje, to w moim przypadku muszę się pochwalić, bo nie spotkałam się z żadnymi problemami czy przykrościami zarówno ze strony rodziny jak i przyjaciół. Wręcz przeciwnie, ku mojemu zaskoczeniu wszyscy bardzo pozytywnie zareagowali i bardzo polubili mojego chłopaka. Z tego, co wiem, z jego strony było podobnie. :) 

K.: To rzeczywiście wiele przeszkód i nie wiem, czy dużo osób zdecydowałoby się na taki związek. Prawdziwa miłość przetrwa wszystko, życzę Wam dużo szczęścia. :) Od jakiegoś czasu jesteś w Korei, prawda? Podoba Ci się tam, jak się czujesz w tym kraju?

A.: Dziękujemy. :)  Tak, już od ponad miesiąca mieszkam w Korei. Jak na razie czuję się tu dobrze. Przez trzy tygodnie przebywałam w Seulu, tam bardzo doskwierały mi tłumy ludzi i samochodów na każdym kroku, a także tak zwana "betonowa dżungla". Teraz przeniosłam się do Songdo, dzielnicy Incheon i zdecydowanie bardziej mi się tu podoba. Mniej ludzi, więcej zieleni. :)
Problem dla mnie stanowi moja bardzo słaba znajomość języka koreańskiego, przez co ciężko mi się porozumieć z tubylcami, bo, niestety, ale angielski tutaj to nadal rzadkość.
Bardzo lubię natomiast tutejszy transport miejski. Jest świetnie zorganizowany, czytelny i przyjazny pasażerom. Pominę tutaj tylko szalonych kierowców autobusowych. :D 

K.: W takim razie jak dogadujesz się na ulicy, w sklepie? Czy obcokrajowiec może poczuć się bardzo zagubiony w Korei, czy może są dla niego jakieś ułatwienia? Jakich szalonych kierowców autobusowych? Pierwsze słyszę, możesz rozwinąć tą myśl?

A.:
Po prostu jeżdżą jak szaleni. :D  Na drodze stosują chyba zasadę "jestem większy, więc mam pierwszeństwo", potrafią jeździć z zawrotnymi prędkościami po wąskich, zatłoczonych uliczkach bądź na krętych górzystych drogach. Hamują ostro i niespodziewanie, nie zwracając uwagi na pasażerów - czy to nastolatek, czy stuletnia babuleńka, jeśli szybko się czegoś nie złapie, prawdopodobnie wyląduje na podłodze bądź innej osobie. Człowiek nie zdąży wysiąść z pojazdu, a on już rusza dalej. Takie są przynajmniej moje odczucia, a jeździłam autobusami w Seulu, Incheon i na Jeju, więc nie są to odosobnione przypadki.
Jeśli chodzi o transport miejski, to jest on bardzo dobrze oznaczony również dla obcokrajowców. Zarówno nazwy przystanków jak i komunikaty są po koreańsku i angielsku (a niekiedy nawet po chińsku i japońsku). Również miejsca bardzo turystyczne są nieco lepiej oznakowane, a i ludzie w tamtych okolicach znają chociaż podstawy angielskiego. Ja mam ten komfort, że mój chłopak się mną opiekuje, w razie potrzeby pełni rolę tłumacza, czy przewodnika. Przyznam jednak, że sama nie miałabym odwagi zapuścić się gdzieś dalej.

K.: Gdyby w Polsce transport publiczny był tak dobrze zorganizowany, to myślę, że nawet szalony kierowca nikogo by nie odstraszył.:D  Rozumiem.. A co jeśli chodzi o potrawy, kulturę, zachowanie ludzi, inny klimat? Czy to może przestraszyć, wywołać jakieś poczucie odosobnienia?

A.: O potrawach można by opowiadać w nieskończoność. :D  Przyznam, że bardzo się bałam koreańskiej kuchni, bo jest ona bardzo pikantna, a ja niestety do koneserów ostrych dań nie należę. Okazuje się jednak, że poza sztandarowymi daniami, które wypalają przełyk, można tu znaleźć bardzo smaczne i wcale nie ostre jedzenie. Koreańczycy lubią mieszać smaki - ostry, słodki i słony. Nigdy wcześniej nie myślałam, że wołowina na słodko może być tak smaczna. :D Oczywiście, nie zapominajmy o ryżu, który towarzyszy każdemu posiłkowi. I znane wszystkim fanom Korei - kimchi. Fermentowana kapusta w paście paprykowej. Śmierdzi niesamowicie, ale można ją znaleźć w każdym koreańskim domu. Trzyma się ją  nawet w specjalnych lodówkach. :D 
Klimat jest tu dość ciężki. Odkąd przyjechałam, temperatura nie spada praktycznie poniżej trzydziestu stopni. I nawet jeśli nie są to wielkie upały, to wilgotność powietrza robi swoje. Człowiek meczy się samym chodzeniem, poci się. Ciężko się oddycha. Jedyny ratunek stanowią wiatraki i klimatyzacja, która na szczęście jest standardem w koreańskich domach. Podobno najlepsze i najpiękniejsze zarazem są wiosna i jesień. Zimą potrafi spaść sporo śniegu ale na tyle ile udało mi się dowiedzieć to temperatury sięgają może około minus pięciu stopni. Może się mylę, ale to się okaże za jakiś czas. :D

K.: Ach, kimchi... koleżanka mi o tym czasami nawija, a ja myślę tylko o tym, że nie chciałabym tego jeść, jakoś mnie nie przekonuje. Klimat z pewnością musi być uciążliwy, współczuje. Jak wygląda typowy dzień Koreańczyka, co robi, co je? 

A.: Mnie kimchi kompletnie nie smakuje i nie rozumiem jak można się tym tak zajadać, także wcale Ci się nie dziwię xD
Typowy dzień Koreańczyka? Cóż, po miesiącu ciężko jest być czegokolwiek pewnym, ale mogę opisać to, co sama zauważyłam. :D  Wydaje mi się, że przede wszystkim wszytsko kręci się wokół pracy. Koreańczycy potrafią spędzać praktycznie całe dnie w biurach. Wstają wcześnie rano, pędzą do pracy autobusem bądz metrem i siedzą w biurze nawet do nocy. Nieraz wracając póznym wieczorem z kina czy spaceru widziałam zapalone światła w biurowcach. Co jedzą? Podstawą każdego posiłku jest niemal zawsze ryż i kimchi. Do tego dochodzi zazwyczaj kilka przystawek, które są bardzo charakterystyczne dla kuchni koreańskiej. Co mnie bardzo zdziwiło, Koreańczycy raczej nie dzielą dań na charakterystyczne dla śniadania, lunchu, czy obiadu (tutaj funkcjonuje amerykański system posiłków). Tak jak w Polsce na śniadanie zazwyczaj jemy coś lekkiego typu płatki z mlekiem czy kanapka, tak w Korei jada się zupy, smażone mięso itp. Na lunch zazwyczaj wychodzi się do restauracji - mieszkańcy Korei lubią jeść "na mieście". Do tego bardzo silnie rozwinięty jest system ulicznych budek z jedzeniem. Każda pora roku ma swoje charakterystyczne dania, które są tam serwowane. Z tego, co zauważyłam, to obiady (czyli nasze jakby kolacje) potrafią być bardzo obfite i ciężkie. Jak to się dzieje, że jednak zdecydowana większość Koreańczyków pozostaje szczupła? Nie wiem. Chociaż trzeba przyznać, że wielu z nich uprawia sporty - wieczorami parki zapełniają się rowerzystami, biegaczami i spacerowiczami. Popularne są też siłownie na świeżym powietrzu, czyli maszyny do ćwiczeń znajdujące się w parkach.
Młodsi Koreańczycy wolą jednak tak zwane e-sporty i zamiast do parku najczęściej wybierają się do kafejki internetowej pograć w gry. Co ciekawe, jeśli nie jest się pełnoletnim, można grać w takiej kafejce  jedynie do dwudziestej drugiej.

K.: Wow, ile ciekawych informacji *^*. Skoro są tak zapracowani, to jak spędzają wolny czas? Mają jakieś dni wolne od pracy ze względu na święta, festiwale? Jak je wtedy spędzają, świętują?

A.: Mają dni wolne od pracy, nieco inne niż my. Ze względu na swoją historię i kulturę, a także na wyznawane religie mają na przykład wolny dzień zarówno w Boże Narodzenie jak i w urodziny Buddy. Do tego dochodzą również święta takie jak Dzień Niepodległości (który swoją drogą był kilka dni temu - 15 sierpnia), Święto Dziękczynienia (jakby nasze dożynki, święto plonów), Nowy Rok zarówno według kalendarza gregoriańskiego jak i księżycowego i wiele innych. Mają nawet Dzień Alfabetu Hangul. :) W najważniejsze święta, te związane silnie z Koreańską tradycją czyli np. Seollal (księżycowy nowy rok) czy Chuseok (Święto Dziękczynienia) odwiedzają rodzinne grobowce i spotykają się, najczęściej w domu najstarszego przedstawiciela rodziny, i odprawiają rytuały, składają ukłony swoim przodkom i najstarszym osobom w rodzinie. Poza tym organizowane są często różne koncerty i festiwale na które Koreańczycy tłumnie przybywają. Wydaje mi się, że życie publiczne i społeczne jest zdecydowanie bardziej rozbudowane niż w Polsce. Mam wrażenie, że w przeciwieństwie do nas, Koreańczycy częściej wychodzą z domów - czy to do restauracji, czy to na spotkanie z przyjaciółmi, partyjkę koreańskiego billarda czy jakiejś gry online. Polacy raczej zapraszają znajomych do domu, u Koreańczyków jest to niezwykle rzadkie.

K.: Festiwale i inne święta są w Korei bardzo celebrowane przez ludzi, prawda? Jaki jest twój ulubiony i dlaczego? 

A.: To prawda. Koreańczycy bardzo celebrują święta, zwłaszcza te tradycyjne (o których już wcześniej wspominałam). Nie mam swojego "ulubionego".  Póki co, jeszcze w żadnym nie brałam udziału, jestem tu za krótko :D a z samych opisów, zasłyszanych bądź przeczytanych, nie chcę oceniać. Możesz mi te pytanie zadać w przyszłym roku, z pewnością Ci odpowiem. :D 

K.: Koleżanka podczas krzyczenia na mnie, że nie zapinam pasów napomknęła, że w Korei to normalne i pasażerowie robię to na znak zaufania do kierowcy? To prawda? Co o tym sądzisz osobiście?

A.: Przyznam szczerze, że pierwszy raz o czymś takim słyszę. Może i faktycznie funkcjonuje to wśród Koreańczyków, jednak ja się z tym nie spotkałam  Miałam okazję jechać samochodem z kilkoma "tutejszymi" i wszyscy zawsze pasy zapinali. :)  Chociaż nie jest wykluczone, że robili to tylko przy mnie, widząc że ja chwytam za pas, jak tylko wsiądę do samochodu.

K.: Rozumiem :3 Jaka jest największa wada Koreańczyków Twoim zdaniem?

A.: Ciężko powiedzieć. Każdy człowiek jest inny i wolałabym nie generalizować. Jednak jeśli już muszę coś wskazać to chyba tak bardzo odczuwalny brak znajomości języka angielskiego. Zaraz ktoś mi pewnie wytknie, że jestem hipokrytką i że to ja przyjechałam do ich kraju i powinnam używać ich języka. No pewnie, pracuję nad tym cały czas, ale jeżeli pani w Urzędzie Imigracyjnym, gdzie przychodzą setki obcokrajowców w różnych sprawach, jest w stanie wydukać tylko kilka bardzo podstawowych słówek w międzynarodowym języku, to to już jest lekką przesadą...

K.:
To musi być naprawdę uciążliwe :/ Czy byłabyś w stanie zamieszkać tam na zawsze, czy może przywiązanie do ojczyzny jest silniejsze?

A.: Po miesiącu mieszkania tutaj trudno zdecydować. Myślę, że to bardzo dużo zależy od okoliczności i warunków w jakich miałabym funkcjonować. Jest wiele rzeczy, które mi się w Korei nie podobają - chociażby wieczny wyścig szczurów i praca do upadłego ze znikomym życiem rodzinnym gdzieś w tle czy na przykład ogromna presja społeczeństwa na punkcie edukacji i wychowania dzieci, które zmuszane są do nauki nawet po 10-14 godzin dziennie. Z drugiej strony poziom życia w Korei jest bardzo wysoki, a opieka medyczna na najwyższym poziomie. Liczę się z tym, że w Polsce raczej nie zostanę, ale czy zamiast tego będzie Korea? Na chwilę obecną jeszcze nie wiem. :)

K.: Na koniec wywiadu, prosiłabym Cię o jakąś ciekawostkę o Korei, może to być jakiś epizod z życia, może być też coś o czym mało kto wie, może jakieś wyjątkowe miejsce... 

A.: To może powiem, co mi się w Korei spodobało, a co uważam, że wszędzie powinno być standardem. Niemal wszędzie można dostać darmową wodę do picia (nie mówię tu oczywiście o takiej butelkowanej, dostępnej w sklepach). W restauracjach woda (a także wszystkie przystawki do głównego dania) podawane są za darmo. Można pić do woli. W sklepach spożywczych (takich typu nasza Żabka) dostępny jest wrzątek, można więc kupić sobie "chińską zupkę" i zjeść ją na miejscu. Bądź wypić kawę. W miejscach bardziej turystycznych można znaleźć małe fontanny z wodą pitną. Co jeszcze? Wszystkie toalety publiczne są za darmo. Wszystkie również są czyste i zadbane. Ciężko w to czasami uwierzyć mając w pamięci niektóre koszmarne toalety, za które u nas musiałam płacić dwa-cztery złote.. No, ale może kiedyś i do Europy to dotrze. :D  Było mi bardzo miło. Dziękuję :D

K.:  Ja również dziękuje, Aleksandro :)


   





______________________________________
* zdjęcia są autorstwa Aleksandry, zabrania się kopiowania ich!

Podobało się? Chciałabym poznać Wasze opinie! :') 
Pozdrawiam ;3


Ps. Jeśli macie propozycje osób do kolejnego wywiadu to piszcie w komentarzach. Będzie nam z dziewczynami bardzo miło. 


2 komentarze:

  1. Koreańscy kierowcy autobusów to naprawdę wariaci. Nigdy nie sądziłam, że pod tym względem będę tęsknić za naszą komunikacją miejską. Chyba wolę poczekać te 5 minut na spóźniony autobus niż wyskakiwać z wciąż jadącego XD
    I może jestem jakaś dziwna, ale kimchi, choć śmierdzące, strasznie mi smakuje i nie mogłam opuścić Korei bez 2 słoików tego dania *-*
    Od siebie jeszcze dodam, że jazda bez zapiętych pasów jest w Korei chyba faktycznie powszechna- jeździłam z różnymi osobami i nikt poza kierowcą nigdy nie zapinał pasów (a ci robili to chyba tylko i wyłącznie dlatego, że czujnik pikał, póki ich nie zapięli).
    O toaletach wypowiedziałam się już co prawda na fp, ale powtórzę- spotkałam się zarówno z czyściutkimi i nowoczesnymi jak i obskurnymi, ale przynajmniej nie trzeba było za ten syf płacić.
    Pozdrowienia dla A, mam nadzieję, że przywiezie z Korei mnóstwo niezapomnianych wspomnień <3

    OdpowiedzUsuń