2 czerwca 2017

Wywiad z Konan

Konan – odrobinę zwariowana pisarka, która weny szuka na dnie kieliszka, miłośniczka koloru fioletowego i autorka bloga Yaoyorozu no kami. Zapraszam do przeczytania wywiadu! :) 


Konan, jak samopoczucie?
Cudownie. Wypucowałam właśnie pokój. Byłam też sprzątać u znajomego. W sumie to ledwie żyje, ale jakoś leci.
W takim razie teraz możesz odpocząć i troszkę ze mną porozmawiać. Opowiesz mi coś o sobie?
Cóż, to zawsze jest ciężkie. Pierwsze, co przychodzi mi na myśl to to, co robię w tym momencie, w życiu. Jestem technikiem technologii chemicznej. Jeszcze przed egzaminem, aczkolwiek już niedługo. Lubię swój zawód i chciałabym go kontynuować. Do tego interesuję się kulturą wschodu i filozofią. Lubię porządek. I kolor fioletowy.
A pisania nie lubisz? :D
Ano lubię. Piszę wiersze, prywatnego bloga (o buddyzmie, ale nie tylko) i oczywiście to moje nieszczęsne fanfikszyn.
Dlaczego nieszczęsne? Czyżby pisanie nie sprawiało ci przyjemności? Proszę mi się tutaj natychmiast tłumaczyć. xD
Dlaczego "nieszczęsne"? Bo piszę je trzeci raz. A przyjemność sprawia za każdym.
Ojej, co sprawiło, że to twoje trzecie podejście?
Idealizm. Pierwszy raz wzięłam się za pisanie tego opowiadania w podstawówce. Zostało ono porzucone ze wzglądów technicznych - przeprowadziłam się i przez dwa lata nie miałam internetu. Potem znów się przeprowadziłam, internet miałam, jednak jakoś to pisanie wyleciało mi z głowy. W pierwszej klasie technikum znalazłam na starej poczcie adres tamtego bloga. Weszłam. Przeczytałam. "Jak na podstawówkę, to do przeżycia" - taka była moja ocena z perspektywy czasu. Aczkolwiek stwierdziłam, że jestem w stanie zrobić to lepiej. Stad drugie podejście - blog o adresie kami.piszecomysle.pl... I tam też po jakichś paru miesiącach stwierdziłam, że parę rzeczy mi nie pasuje. No i mamy trzecie opowiadanie. To już mam zamiar doprowadzić do końca i mam nadzieję, że mi się uda
Rozumiem. Czy na tym kończą się twoje przygody z fanfickami? A może to dopiero początek?
Wątpię, abym wzięła się za inny wątek/bohaterów. Do Nagato i Konan mam specjalny sentyment, jako do postaci, które miały tak wielki potencjał, a zostały całkowicie spłycone w Naruto. Poza tym, jako że Konan jest po 30, łatwiej mi jest włożyć jej do głowy odrobine bardziej złożone przemyślenia niż, np. takiej Sakurze.
Zestawiając to, co przeczytałam o Konan na blogu i to, co teraz napisałaś, odnoszę wrażenie, że macie wiele wspólnego. Na przykład lubisz porządek, kolor fioletowy, jesteś sentymentalna. Czy główna bohaterka jest twoim alter ego?
Można tak powiedzieć. To połowa mojej osobowości, która "ciągnie mnie w dół". Uzależniona od wielu czynników, żyjąca wspomnieniami, sentymentalna i niepogodzona z życiem. W moim życiu prywatnym ostatnio coraz rzadziej taka postawa jest przeze mnie dopuszczana do głosu, jednak czasem się zdarza... Chyba, jak każdemu. Hermann Hesse to ładnie opisał w swojej, chyba sztandarowej książce Wilku Stepowym. Nie ma się jednej osobowości. Nie ma jednej mnie. Jest mnie dziesięć, tysiąc, milion.
Chyba wiem, o czym mówisz, sama bywam sentymentalna. Wspomniałaś, że Nagato i Konan zostali pominięci przez Kishimoto. Opowiadasz o ich losach, jednak są bardzo podobni do postacie z M&A, niemal identyczni. Jaki masz w tym cel?
Oni są identyczni do pewnego momentu.
Możesz to jakoś rozwinąć?
Jasne. Konan to tło. I tak naprawdę niewiele o niej wiemy z mangi/anime, także mamy jej obraz, przepuszczony przez filtr moich wyobrażeń o niej (najwidoczniej trafny, bo dużo osób mi mówi, że "moja Konan" jest bardzo podobna do tej, że tak to ujmę - kanonicznej). Tak naprawdę głównym bohaterem mojego opowiadania (choć tego jeszcze nie widać) jest Nagato. Jest on praktycznie taki sam, jak w mandze. Przynajmniej tak odbiera go Konan. Jednak w moim zamyśle, w jego głowie toczy się dość skomplikowany proces myślowy. Nawet Kiszi pokazał go, jako osobę zbyt inteligentną na to, by dać się włożyć w jedną szufladkę. Spójrzmy na to - Nagato w mandze zabił Jirayię, bez mrugnięcia oka. Jednak po rozmowie z Naruto przewartościowuje całkowicie swoje życie. Nagle. Po dwudziestu latach życia w przekonaniu, że ludzie nie potrafią żyć w pokoju, wierzy irytującemu blondynowy, którego widzi pierwszy raz w życiu. Ja wiem, że to jest "gadka no jutsu", ja wiem, że Naruto ma cudowną moc zmieniania ludzi (zaczęło się od Zabuzy, jak dobrze pamiętam), ale, do cholery. nie popadajmy w skrajności. Nagato nie miał prawa wtedy zmienić zdania. Dużo lepszym rozwiązaniem byłoby pozostawienie go w spokoju i przedstawienie pierwszej "porażki" Naruto w jego cudownej terapii psychologicznej. Zamiast tego Kiszi zafundował nam cudowne nawrócenie (żeby było śmieszniej - na te same zasady, które wyznawał Jirayia), które ni chu chu się kupy nie trzyma. Dodatkową rzeczą, w której, jak dla mnie, brakiem logiki jest to, że Nagato i Konan nie wiedzą o Planie Księżycowe Oko. Przecież Madara nie miał żadnego wyraźnego powodu, by im o tym nie mówić. Także, po moim długim wywodzie, mówię - Nagato u mnie różni się jedynie o tyle, że jego rozterki moralne zaczynają się wcześniej - nie potrafi, na przykład zabić Jirayi.
Konan nazywa Nagato ostoją realizmu i jest właśnie tak, jak napisałaś. Z czasem jednak Nagato zaczyna kierować się uczuciami. Czy to będzie miało duży wpływ na jego zmianę?
Myślę, że spory. Tak jak już mówiłam - pozostawił Jirayię przy życiu, choć jest mu to całkowicie nie na rękę. Do tego w jego zapiskach, które są w moim opowiadaniu "wtrąceniami", można znaleźć fragment, gdzie wspomina sytuację, kiedy Itachi odstawia pijaną Konan do pokoju i opisuje swoje odczucia z tym związane, choć sam zbytnio nie chce się przyznać do odczuwania czegokolwiek lub bagatelizuje to, wyśmiewa. To jest grunt. Poza tym, nie planuję zmieniać go całkowicie. To byłoby bez sensu. Zarówno Nagato jak i Konan to "połamani ludzie". W ich przypadku całkowity powrót do "normalności" nie jest możliwy. Wyobrażam ich sobie, jako zawieszonych między ideałami, marzeniami z dzieciństwa i tym, co ich spotkało. Śmiałam się kiedyś w rozmowie z koleżanką, że oni potrzebują psychiatry i porządnej terapii - utrzymuję to stwierdzenie.
A może tą terapią będzie miłość?
Nie da się śmiać przez gadugadu, a szkoda. xD Dwoje ludzi po przejściach, w nieokreślonej relacji ze sobą, prawdopodobnie obwiniających się nawzajem (podświadomie!) o śmierć przyjaciela. To będzie cudowne. A podczas nocy poślubnej, któreś udusi to drugie z litości, celem oszczędzenia mu przebywania ze sobą w jednym domu, do końca życia. xD A teraz serio: nie wykluczam, ale nawet jeśli pojawi się i ta "miłość", to na pewno nie będzie ona lekiem na całe zło, bo w prawdziwym życiu, to tak nie działa. Nawet jeżeli w mojej historii wystąpi ślub, to nie będzie on jej końcem, a jedynie kolejnym elementem.
Zapowiada się ciekawie. Sam pomysł i dobór bohaterów także jest interesujący. Pozwolę sobie zacytować fragment opowiadania: Boże, co w ciebie nie wierzę, jak to było dawno. W takim razie, w co wierzy Konan?
W racjonalizm, w logikę, w Nagato.
W takim razie, jeśli Nagato (ostoja realizmu) ją zawiedzie bądź rozczaruje, co stanie się z Konan, która już tak wiele przeszła? Czy nie uważasz, że trochę torturujesz swoich bohaterów?
Być może. Jednak oni po prostu są w sytuacji, która zdaje się być sytuacją bez wyjścia. W tym opowiadaniu to ja (jako twórca, nie jako Konan) jestem bogiem. A bóg (o ile istnieje) i w życiu raczej nie jest sprawiedliwy. Deus ex machina. Deus ex klawiatura.
Haha, rozumiem. Czy oprócz Konan i Nagato pojawią się postacie z M&A, które odegrają istotną rolę?
Jasne. Już w tym momencie mamy Itacha, który przewija się tam dość często. Był Jirayia i najpewniej pojawi się znowu. Może Tsunade. Oczywiście Madara i cała reszta Brzasku. Do tego Sakura, na którą mam plan w pewnej części opowiadania. I Saske. Reszta Kage. No i trochę postaci "autorskich", bo przecież oni mieszkają w Deszczu, a tam też mieszkają ludzie.
Masz już wszystko zaplanowane, dopięte na ostatni guzik?
Mam ogólny zarys i obraz pewnych wątków, które są dość sprecyzowane, a które na pewno umieszczę w opowiadaniu. Co do końcówki - rozważam parę opcji. Zobaczymy, która będzie najbardziej pasować.
Jak jest z twoją weną, gdzie szukasz inspiracji do pisania? A może otwierasz dokument tekstowy i po prostu piszesz?
Piję. Poważnie.
Em, co prosze? xD
Piję.
Zaskoczyłaś mnie, serio. Nie wiem, co powiedzieć. W sumie, to by wyjaśniało, dlaczego tak dobrze opisałaś stan Konan po spożyciu alkoholu. 
Przestawia mi się wtedy jakaś przekładka w mózgu. Po alkoholu robię się melancholijna, a to do tego opowiadania pasuje.
Rozumiem. :D A właśnie, bo zapomniałam zapytać wcześniej. Co sprawiło, że zaczęłaś pisać? Miałaś jakiś powód?
Pytasz o fanfika, wiersze, blog prywatny, czy w ogóle o pierwszą styczność z pisaniem czegokolwiek?
W ogóle, ale możesz też opowiedzieć o każdej gałązce twojej twórczości. Chętnie przeczytam.
Co do pierwszych prób... cóż. xD W drugiej klasie podstawówki napisałam książkę o lwach. (Pewnie zainspirowana Królem Lwem). Pisałam ją w zwykłym zeszycie w kratkę i robiłam obrazki. Była o wojnie między dwoma stadami (już wtedy widocznie miałam ciągoty do dramatów xD). Dałam ją do przeczytania tacie, a on całkowicie poważnie stwierdził, że jest lepsza niż większość teraz (wtedy) pisanych książek dla dzieci. Czy była to bezkrytyczność rodzica, czy rzeczywista ocena - nie wiem do tej pory, jednak od tamtego momentu zaczęły się moje próby literackie. Pierwsze ff o Akatsuki jest z 4 klasy podstawówki. Wtedy też zaczęłam pisać wiersze. Na początku do szuflady. Później zaczęłam je rozsyłać na konkursy. Według różnorakich komisji są nawet dobre, bo parę razy zostałam nagrodzona za tę pisaninę. Drugie i trzecie podejście do bloga o Nagato i Konan zostało już wcześniej opisane. A co do bloga prywatnego... Jestem buddyjskim neofitą (cudne, biorąc pod uwagę to, co ci powiedziałam, kiedy pytałaś, skąd czerpię inspiracje) i od paru miesięcy opisuje swoje "wrażenia" właśnie tam. (http://przemyslenia-moherro.blog.pl/).
To naprawdę niesamowite, że masz tak dużo wspólnego z literaturą, a jesteś technikiem technologii chemicznej. Udało mi się także znaleźć informacje o tym, że rysujesz. Opowiedz coś o tym.
Chcę iść na drugi kierunek. Mianowicie buddologię na UJ na wydziale filozofii, także będę również trochę humanistą (w sumie humanista to tak naprawdę ktoś, kto się ima wszystkiego po trochu). Co do mojego rysowania... Hym. Najłatwiej będzie mi zarzucić linkiem. purple--lady.deviantart.com <== moje DA. Robię to, bo lubię. Amatorsko. Nigdy nie uczyłam się rysunku (chyba, że technicznego, na zaliczenie). Też zaczęło się to w podstawówce i trwa do dziś. Najbardziej lubię rysować kreskówkowe zwierzątka; z postaciami ludzkimi mam lekkie problemy (brak warsztatu), ale jakoś daję radę. Nie jest to ani piękne, ani zbytnio "wysokie", ale sprawia mi przyjemność.
O, zaraz tam wbijam zobaczyć twoje rysunki. Tak oto nasza rozmowa dobiega końca. Może chciałabyś coś jeszcze dodać od siebie na zakończenie?
Na ten moment nic nie przychodzi mi do głowy. Także dziękuję bardzo za rozmowę.

Ja również dziękuje. I życzę dużo weny w twojej ulubionej postaci. :D 



CREATED BY
MAYAKO
CREDIT: GIF