3 czerwca 2016

Wywiad z Nami

Serdecznie zapraszam do zapoznania się z wywiadem, 
który przeprowadziłam z Nami z bloga Czarna Róża Demona


Kaori Chan: Mam nadzieję, że jesteś gotowa do udzielenia wywiadu, Nami. Zanim jednak przejdę do pytań związanych z blogiem, który prowadzisz, chciałabym Cię troszkę lepiej poznać. Kim jest osoba, ukrywająca się w blogosferze pod nickiem Nami?

Nami: Oczywiście, że jestem, czekałam na to :).
Pod nickiem Nami kryje się prawie dwudziestopięcioletnia studentka edytorstwa, szczerze zakochana w pisaniu opowiadań. I właściwie, chyba tylko tyle warto wiedzieć - nie przepadam za autoprezentacją. Myślę, że najwięcej mówią o mnie moje opowiadania, no i pewnie sporo też powiedzą kolejne pytania i odpowiedzi.

K.: Będąc studentką zapewne musisz się sporo uczyć; zatem co porabiasz w wolnym czasie? Masz nietypowe zainteresowania (poza pisaniem) lub szalone pomysły na wypady z przyjaciółmi?

N.: Pisanie jest moim głównym zainteresowaniem i poświęcam mu większość swojego wolnego czasu. Kiedy nie piszę, zajmuję się tłumaczeniem mang doujinshi z Kuroshitsuji - co zabawne, jestem aseksualna :P.
Mój kierunek studiów jest ciekawy, są elementy, które strasznie przypadły mi do gustu - jak typografia czy tworzenie rozkładówek w InDesigne. Robię to więc i w wolnych chwilach. No i zapisałam się na lektorat japońskiego, więc ciągle coś czytam, uczę się albo chodzę po domu i denerwuję wszystkich wokół mówiąc w języku, którego nie rozumieją.

K.: Mimo to rodzina nie wyrzuciła Cię za drzwi, więc chyba nie denerwujesz ich tak bardzo. ;) Mało osób interesuje się Japonią, a jeszcze mniej w Polsce umie mówić po japońsku. Jak na to reaguje Twoje najbliższe otoczenie? Spotykasz się z nie akceptacją, wyśmiewaniem?

N.: Nie. Jestem dorosła (fizycznie, bo mentalnie czuję się dużo młodsza) i moi znajomi z uczelni też tacy są. W pewnym wieku po prostu dorasta się do tego, że szykanowanie na tle zainteresowań jest zwyczajnie głupie. W Internecie rozmawiam z ludźmi w różnym wieku, ale nie zdarzyło mi się jeszcze rozmawiać z kimś, kto byłby dla mnie niemiły, bo lubię mangę i anime. Na uczelni mam koleżankę, która zna japoński - to ona poleciła mi lektorkę, więc mam z kim wymieniać się językowymi żartami. A reszta otoczenia nie ma nic przeciwko - jeśli przetłumaczę, co powiedziałam, to często nawet ludzie chcą, żebym powiedziała coś jeszcze. Nawet raz telewizja regionalna zaczepiła mnie pod Kopernikiem i poprosiła, żebym powiedziała "Dzień Dobry Warszawo" po japońsku.

K.: Mam nadzieję, że kiedyś moi znajomi też tacy będą i zauważą różnicę pomiędzy Chinami a Japonią. :C Internet, jak powszechnie wiadomo, jest ogromny i dlatego każdy może znaleźć w nim kawałek własnej przestrzeni. Gdzie jest Twoje miejsce w Internecie? Na jakich witrynach można Cię znaleźć i zapoznać z wirtualną działalnością?

N.: To pytanie <3. Taki idealny moment na reklamę. No dobrze. Generalnie prowadzę bloga: http://czarnarozademona.blogspot.com
Publikuję tam opowidanie Czarna Róża Demona, które w tej chwili ma trzy pełne tomy i zaczęłam pisać czwarty. W planach na ten moment mam napisanie pięciu. Publikuję tam też tłumaczenia mangi. Prowadzę dwa fanpage na Facebooku: Kuroshitsuji Naszym Życiem oraz Czarna Róża Demona. Mam też konto na wattpadzie. Tam też mam ksywkę Nami i publikuję Róże, W Stronę Mroku (na wattpadzie popularne, ale musiałam zawiesić z braku czasu) i Kuroshitsuji Making Of (które jest też, tak jak i Mrok, dostępne na moim blogu) - czyli historia Sebastiana i Ciela trochę inaczej. To chyba wszystko, co mi w tej chwili przychodzi do głowy. Oczywiście mam Facebooka, ale moje prywatne konto niech zostanie prywatne :P.

K: Dużo się tego nazbierało, ale to nie wszystko, prawda? Zapomniałaś o YT, na którym publikujesz... Właściwie to tego chciałabym się dowiedzieć od Ciebie. Nie umiem, niestety, stwierdzić, co dodajesz na YT po zaledwie jednym filmiku, który zdobył moje serce.<3 


N: Ach, racja, YouTube. Zapomniałam, wybacz - wspominałam, że mam sklerozę. Generalnie mój kanał nie jest niczym poważnym, wrzucam coś raz na jakiś czas, kiedy mnie najdzie i kiedy mam spokój w domu, bo gdy gadam sama do siebie, to często ktoś przychodzi do pokoju, wypytuje i mnie rozprasza. Filmiki nagrywam na żywca, bez przygotowania, a co robię? Znajduję jakieś kiepsko napisane blogi, komentuję błędy, śmieję się z treści i z samej siebie. Nie po to, żeby wykpić, a po to, żeby ludzie, którzy się tym zainteresowali, poznali kilka zasad poprawnej pisowni, przy okazji dobrze się bawiąc. No i podobno mój głos się podoba, chociaż osobiście nie uważam, żeby był jakiś niezwykły. Taki tam normalny głos jakich wiele.

K.: Możesz być pewna, że w wolnym czasie zapoznam się w tymi filmikami. Masz cudowny głos i poczucie humoru, które jest na wymarciu. :C
Publikowałaś na blogu od momentu, gdy zaczęłaś przygodę z pisaniem? Jak to się stało, że zaczęłaś tworzyć?

N: Ahahaha, dziękuję :P. Mój przyjaciel mówi, że dziewczyny to bez beki, a mi się udało mieć poczucie humoru. Mniemam, że powinnam być mężczyzną, ale dowodów medycznych na poparcie tej teorii, jak na razie, nie ma.
Ja zaczęłam pisać...? W przedszkolu właściwie. Znalazłam ostatnio książeczkę z obrazkami, którą pisałam w tym okresie. Pełna ortów, błędów interpunkcyjnych, stylistycznych i wszelkich innych loza gramatycznymi. W podstawówce, w szóstej klasie, dla przyjemności napisałam esej, a w gimnazjum miałam panią polonistkę, która była przerażającą i nieco niezrównoważoną emocjonalnie kobietą, ale wiele mnie nauczyła i to dzięki niej zaczęłam pisać. Jednak nigdy nie stworzyłam nic dłuższego niż trzydzieści stron. Potem, w liceum, przestałam pisać na kilka lat - koło sześciu - i wróciłam do tego w październiku 2015 natchniona Kuroshitsuji. Dlatego pierwszy tom mojego opowiadania jest słabiutki i pełen błędów - wielu rzeczy nie wiedziałam, język mi nieco zardzewiał i musiałam się wprawić. Dlatego opublikowałam one-shota na fantastyka.pl. Ludzie ocenili go bardzo krytycznie, ale to mi dało siłę i motywację, by się poprawić i wyeliminować błędy. Ostatnio znów coś tam opublikowałam i opinie potwierdziły, że widać efekty, a sam oneshot został ciepło przyjęty. Teraz ćwiczę dalej, bo chcę wydać książkę, a nie pozwolę sobie oddać do wydawnictwa czegoś, z czego nie będę dumna.

K.: Można powiedzieć, że pisałaś opowiadania od momentu, gdy nauczyłaś się pisać. :) Na blogu Czarna Róża Demona publikujesz od 2014 roku. Jak to możliwe, że wytrwałaś tak długo? Wielu blogerów porzuca swoje opowiadania z braku weny już po kilku miesiącach. Masz swój własny przepis na wenę/chęci do tworzenia, czy może kilkuletnia przerwa pomnożyła Ci zapał?

N.: Racja, prowadzę go od października 2014, wybacz, roztrzepana dzisiaj jestem.
Zawsze na blogach najbardziej irytowało mnie to, że chociaż ludzie zaczynali pełni pasji, obiecując, że dokończą swoje historie, to bardzo rzadko to robili. Ewentualnie były to zakończone, krótkie opowiadania.
Ja, zaczynając pisać, podobnie jak wszystkie inne natchnione autorki, zaczęłam tworzyć historię opowiadającą o bohaterach, których uwielbiam. Taki wyraz fangirlingu dla tych, którzy z rysowaniem mają pod górkę :P. Po kilkunastu rozdziałach miałam mały kryzys - nie wiedziałam, co powinno być dalej, ale mój mózg przeszedł w tryb "myślimy o fabule 24/7" i tak przez cały czas sobie o tym myślałam, tworząc coraz bardziej zawiłą historię. Róża jest takim opowiadaniem, które jestem w stanie pisać zawsze - niezależnie od tego czy mam wenę. A pomysłów mam mnóstwo. Kocham pisać i obiecałam sobie, i fanom również, że je skończę. A jak coś obiecuję, to wypełniam tę obietnicę, bo to dla mnie bardzo ważne. Jeśli w trakcie pisania uznam, że nie wiem, co powinno być dalej, po prostu skrócę historię.
Nie mam pojęcia, co sprawia, że mam wenę. Czasem piosenka, czasem odcinek serialu, czasem przychodzi samo w wannie albo w autobusie. Dla mnie pisanie tego opowiadania jest na ten moment sensem życia i myślę o nim cały czas, więc naprawdę ciężko mi określić, co jest takim bezpośrednim bodźcem sprawiającym, że spływa na mnie oświecenie :P.
Inaczej jest z Mrokiem - to opowiadanie piszę z perspektywy narratora pierwszoosobowego. Bohaterka ma poczucie humoru i specyficzny charakter, i do tego typu utworu muszę być w odpowiednim nastroju, żeby zachować ten sam styl. Jednak i w tym wypadku nie ma żadnego konkretnego wyzwalacza, to zjawia się samo, a lata studiowania nauczyły mnie wymuszania z siebie tekstów, nawet gdy kompletnie nie mam na to ochoty, dlatego rzadko mam dłuższe przestoje w pisaniu. Miałam jeden poważny kryzys, na przestrzeni lipca-września 2015, kiedy pisałam licencjat. Denerwowałam się o to nie pozwalało mi tworzyć. Na szczęście miałam ponad sto stron zapasu, więc obyło się bez przerw.

K.: Wygląda na to, że jesteś zaprawioną w boju pisarką. :D Wspominałaś również, że do pisania wróciłaś natchniona Kuroshitsuji zatem M&A musiało zdobyć swoje serce. Czym? Co lub kto zawładnął Twoim serduchem?

N: Haha, tak, można tak powiedzieć :P
Moje serce należy do mnie, do mojej kici i do Sebastiana - mojej muzy.
Tak, Toboso-sensei zdobyła moje serce tym demonem i całą wiktoriańską Anglią, którą przedstawiła w swojej mandze.
Zawsze lubiłam M&A, widziałam sporo serii, ale jeszcze nigdy żadna nie pchnęła mnie do napisania fanficka. Tu było inaczej - kurosz zjawił się w moim życiu w ciężkim momencie i właściwie pomógł mi stanąć na nogi i zmienić swoje życie na lepsze. Wiem, brzmi banalnie, ale naprawdę nie byłabym tym, kim jestem dzisiaj, gdyby nie ta historia.
Natomiast w całym M&A lubię cały klimat, tę japońską otoczkę i sposób w jaki japończycy patrzą na świat - to bardzo widać w ich twórczości. Poza tym uwielbiam język japoński, więc chętnie coś obejrzę, choćby po to, żeby posłuchać jak rozmawiają :P. Bo oglądam tylko z napisami - nie cierpię lektora i dubbingu, choć szacunek do lektorów i aktorów głosowych mam.

K: Kici? Masz na myśli małe, włochate, wkurzające, kochane stworzonko? Jak się wabi?
Nie, to, że M&A zmieniło Twoje życie wcale nie brzmi banalnie. Doskonale wiem, o czym mówisz. ;')
Skąd wiedziałaś, że chcesz wrócić do pisania właśnie w fandomie Kuroshitsuji? Po obejrzeniu anime w Twojej głowie pojawiła się olśniewająca myśl czy może pomysł odnośnie tworzenia dojrzewał w Tobie, rozwijał się i nastąpiło wielkie bum

N.: Tak, takie małe, czteronożne stworzenie z ogonem. Miała ostatnio złamaną nogę i dziś pierwszy raz wyszła z klatki pochodzić, dlatego jestem trochę rozkojarzona - pilnuję jej cały czas. Wabi się Znajdusia, ale często mówię do niej baka neko-chan.
Kiedy skończyłam oglądać wszystkie sezony Kuroshitsuji, byłam olśniona Sebastianem, jego kulturą, wiktoriańską Anglią i japońskim. Właściwie ledwie skończyłam oglądać i zaczęłam pisać fanficka. Publikować zaczęłam, kiedy miałam jakieś trzydzieści stron, żeby mieć zapas - nie lubię pisać na bieżąco, to męczące.
Zaraz po skończeniu anime, zaczęłam czytać mangę po angielsku, a potem kupiłam tomiki - zależy mi na tym, by mimo rozbieżności mojej historii z oryginałem, było w nim mnóstwo kanonu, dlatego jestem na bieżąco z najnowszymi chapterami, by wiedzieć, co się dzieje i móc wplatać nowe motywy z mangi do opowiadania - jak motyw powstawania bogów śmierci poprzez samobójstwo.

K.: Biedna kicia. Przytul ją i pogłaszcz ode mnie. ^^ W opowiadaniu głównymi bohaterami są Elizabeth Roseblack i Sebastian Michaelis. Jest pomiędzy nimi coś więcej niż relacja demon-pani? Jakie są ich stosunki?

N.: Oczywiście, pogłaskałam. Dzięki :).
Nie chciałabym zbytnio spoilerować potencjalnym, nowym czytelnikom. Powiem więc tylko, że jest między nimi coś więcej, ale co i jak to się potoczy - tego trzeba się już dowiedzieć, zgłębiając ich historię. Dodam jeszcze, że to nie jest tanie romansidło, gdzie po kilku rozdziałach bohaterowie się parują i kopulują. Postawiłam na bardziej skomplikowaną fabułę :).

K.: Czy w opowiadaniu występują sceny brutalne, leje się krew, tudzież Sebastian rzuca nożami i widelcami? Są momenty, gdy lokaj musi bronić swojej pani?

N.: Oczywiście! Są momenty krwawe i brutalne, są również sentymentalne. Znajdzie się coś dla fanatyków tajemnicy, czarownic, zjawisk nadprzyrodzonych, a nawet ze dwa gorętsze momenty - nie ograniczam się do jednego gatunku. Właściwie każdy będzie w stanie znaleźć tu coś dla siebie, gdy tylko przebrnie przez pierwsze kilkanaście rozdziałów.

K.: Wspominałaś, ze starasz się nie odbiegać za bardzo od kanonu postaci. To ułatwia pisanie? Nie uważasz, że w ten sposób czytelnik może przewidzieć, jak zachowa się dany bohater?

N.: Piszę fanficka, a to zobowiązuje, by charakter postaci był zbliżony do ich prawdziwego. Gdybym miała zmieniać sposób zachowania bohaterów, równie dobrze mogłabym pisać niezależną historię. Znajomość charakteru bohaterów nie oznacza, że można przewidzieć ich zachowanie. Można się domyślać, ale tak jak w prawdziwym życiu - nigdy nie ma pewności. Dobrze nakreślone charaktery postaci sprawiają, że sama historia jest bliższa prawdzie. Poza tym moje postacie zmieniają się w trakcie opowiadania. Z czasem odbiegają nieco charakterem od kanonu, lecz wskutek wydarzeń, które na nie wpływają. Na tym to właśnie polega moim zdaniem - dopisanie bohaterowi historii, która mogłaby go zmienić, dzięki czemu staje się bardziej moja, a jednak wciąż jest sobą, tylko po przejściach :P. Czy oglądając jakąś znaną serię zawsze mówimy sobie "wiedziałam/wiedziałem, że tak będzie"? Ja nie zawsze, a to znaczy, że jednak znajomość charakteru nie sprawia, że historia staje się przewidywalna. Moi fani również na to nie narzekali, więc uważam, że jest dobrze. Jeśli pojawią się głosy, że historia stała się nudna i banalna - popracuję nad nią i postaram się poprawić :).

K.: Rozumiem. :) Cóż, powoli zbliżamy się do końca, ale zanim się pożegnamy muszę zadać jeszcze jedno pytanie. Gdzie jest Ciel w tym opowiadaniu?

N.: Historia dzieje się kilka lat po zakończeniu współpracy Sebastiana i Ciela, jednak hrabia pojawia się w roli... Tego nie mogę powiedzieć :). Trzeba to odkryć samemu. Zapewniam jednak, że jego osoba ma znaczenie fabularne i do już od bardzo wczesnych etapów obmyślania fabuły opowiadania.

K.: Bałam się, że postanowiłaś wyrzucić Ciela z opowiadania. X'D
Dziękuję Ci za ten poświęcony czas, a właściwie większość tego popołudnia. Naprawdę miło mi się z Tobą rozmawiało, słuchając w tle Twoich genialnych Jutuboliz. Życzę powodzenia w pisaniu opowiadania, Nami. :)

N.: Hahaha. Nie, Ciel jest zbyt ważny, by zupełnie się go pozbyć :P.
Również dziękuję. To było ciekawe doświadczenie. Życzę przyjemnego słuchania kolejnych Jutuboliz i miłej resztki weekendu. Dziękuję :).

~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Już za miesiąc wakacje! Kto się cieszy z wolnego czasu? ^^
Wywiad przeprowadzało mi się bardzo miło, więc mam nadzieję, że i Wam się spodobał. Zachęcam do Yutuboliz Nami, są naprawdę genialne. :)) 


3 komentarze:

  1. Jestem taka egocentryczna, że przeczytałam wywiad z samą sobą xD. I się załamałam, widząc te literówki i błędy. Przepraszam! Pisałam z telefonu i doglądałam kota. Zazwyczaj betuję takie rzeczy xD.
    Dzięki jeszcze raz za wywiad. Jutro opublikuję linka w notce odautorskiej w rozdziale, żeby sobie ludzie mogli poczytać, no i może zyskacie nowych obserwatorów :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Błędami się nie przejmuj. Yakiimo podesłała mi zbetowany wywiad, więc w wolnej chwili poprawię wszystko.
      Nie ma za co. :)

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

CREATED BY
MAYAKO
CREDIT: GIF